METR64 jest ciągle w ruchu. Niezbędne do przetrwania są dla mnie plecaki, nerki, wygodne ubrania. Od 2010 roku dzielę się nimi z Wami żeby umilić również Wasze nie/codzienne eskapady. Projektowanie też jest podróżą i poszukiwaniem. Każda kolejna kolekcja jest osobną historią i próbą uchwycenia obecnego krajobrazu. Jest zbiorem wybranych fotografii z wyprawy.
Skończyłam Szkołę Artystycznego Projektowana Ubioru oraz Filozofię na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Odbyłam staż w Szkole Krawiectwa Wyższego w Walencji. Pierwszy model torby powstał na uczelni. Duża, z dziwnego materiału. Potem zmieniłam lekkie, delikatne uszy z kolorowej taśmy na masywne z tej samej włókniny. Doszyłam cztery kolejne torby, wszystkie z włókniny przemysłowej z recyklingu, jako dopełnienie kolekcji dyplomowej „Czy to żart?’. Jedna z tych toreb zdobyła tytuł MUST HAVE na festiwalu designu w Łodzi.
Moje produkty powstają w idei mody zrównoważonej. Są szyte w Polsce, we współpracy z kilkoma paniami krawcowymi. Staramy się podczas produkcji maksymalnie wykorzystywać materiały, żeby zostawić jak najmniej ścinków. W swoich kolekcjach nie używam produktów pochodzenia zwierzęcego.
Wzmacniam szwy i szukam praktycznych rozwiązań, ale jeśli coś zawiedzie postaram się naprawić Twój produkt żeby służył Ci jak najdłużej.
Jeśli uznasz że rzecz jest już zużyta lub nie nadaje się do noszenia przyślij ją do mnie to przetworzę ją i wykorzystam jej elementy do  innego projektu w ramach przedsięwzięcia ODPADY ŻYWE * jak najmniej śmieci*
MAM 164cm WZROSTU.
Zaczęłam tak dawno temu że myślę że metr jest ze mną od zawsze. W liceum robiłam pierwsze nadruki na tiszertach z ciucholandów, z szablonów wycinanych z folii samoprzylepnej, z pieczątek , z tego co przyszło mi na myśl. Na równi z działaniami kreatywnymi pociągały mnie nauki humanistyczne więc wybór filozofii i projektowania ubioru wydał się naturalny.  Mieszkałam w kilku miejscach, długo prowadziłam wędrowny tryb życia a mój pierwszy samochód był też trochę moim domem. Było to czerwone Seicento young! Miałam w nim magazyn, pracownię , jeśli np.musiałam  w drodze do Katowic na stacji benzynowej nabijać oczka w plecakach bo wiozłam duże zamówienie, a część plecaków odbierałam od krawcowej w ostatniej chwili. Bywał też sklepem, kiedy na parkingu sprzedawałam z bagażnika nerki znajomym. Było mocno po 2000 roku a ja dalej reprezentowałam model biznesowy lat 90 :} może to przez to że jestem sentymentalna. Uwielbiam stare budynki. Ciekawi mnie proces znikania. Przemijania. Jeśli nie ubieram się w metrowe rzeczy to w coś z ciucholandu albo z szafy po babci. Uważam że takie mnóstwo rzeczy już wyprodukowaliśmy że uważnie muszę podchodzić do wytwarzania kolejnych. Najchętniej szyłabym tylko z materiałów z drugiego obiegu, jednak boję się że to za trudne z moją słabością do zbieractwa i gromadzenia oraz brakiem cierpliwości do samodzielnego szycia. Na ten moment staram się łapać końcówki tkanin z deadstoków, z ciucholandów np. do kieszeni czy podszewek, a największą przyjemność sprawia mi łączenie kolorów i faktur oraz nadruki z sita i stempli.
Od 7 lat w metrze wspiera mnie mój partner. Miło wpuścić do pracowni inżyniera o zupełnie odmiennym spojrzeniu. Zbyś chwilę projektował i robił meble ze sklejki na sprzedaż pod szyldem metr85 a teraz z sercem i zapałem wrócił do pracy jako inżynier i projektuje elektrownie. Wciąż jednak zagląda do mojej pracowni i zdarza się że pracujemy razem. Założyliśmy sobie że metr ma być zabawą i polem do eksperymentów. Nie zarabiamy na wakacje czy nową furę tylko na to by móc dalej to robić :} by było nas stać na kolejne materiały i maszyny. Marzy nam się otwarta przestrzeń kreatywna w naszym domu pod Krakowem, którą wyposażymy i będziemy mogli zapraszać tu innych z ich talentami.
Rozwój mojej działalności to realizowanie kolejnych różnorodnych projektów. Nie sklep stacjonarny, a potem kolejny i rosnąca grupa pracowników. Zarządzanie ludźmi i pieniędzmi to nie moja super moc ;}
Jestem zżyta z każdą z moich krawcowych. Każda to osobna historia, z każdą mam inną relację. Kilka lat temu, jedna z nich, Pani Helena nagle zmarła, a ja czułam że straciłam członka rodziny. Na miesiąc zawiesiłam działalność i nie mogłam myśleć o pracy. Teraz współpracuje z trzema paniami krawcowymi z Wrocławia i Krakowa.
Metr jest tak mocno obecny w moim życiu, że każdy z moich bliskich też w tym w jakimś stopniu uczestniczy. Na przestrzeni lat zdjęcia robiły mi czasem moje koleżanki, czasem mój dziadek czy tato. Nigdy nie miało być idealnie, zawsze z serca.
Przez 5 lat miałam sklep połączony z pracownią na Jatkach we Wrocławiu, w 2025 roku się przeprowadziłam. Póki co mieszkamy w Krakowie z naszą czteroletnią córką, psem i dziadkiem. Jak najczęściej staramy się być w podkrakowskim rodzinnym domu po mojej babci, sadzić, remontować, naprawiać.
Czasem myślę że to całe szycie, wymyślanie kolejnych nadruków, rysunków i połączeń kolorów to takie głupotki, obrzeża prawdziwego życia, a czasem że to właśnie sedno bo jestem mała a świat wielki. Dzięki że jesteście tutaj ze mną bo dzięki Wam to co robię też dla mnie jest ważne :* powodzenia nam